Jestes w: Home > Medycyna > Jaka jest moc w naszej urynie?

Jaka jest moc w naszej urynie?

Inny przykład spośród moich znajomych. Pan lat 50, multimilioner. Rozpoznano u niego raka jelita grubego. Dawano mu kilka miesięcy życia. Pan „zawziął się”. Przez 41 dni pościł i pił własną urynę. Po tej kuracji, schudł, odmłodniał i całkowicie powrócił do zdrowia. Jest obecnie gorącym zwolennikiem propagowania urynoterapii.

Muszę w tym miejscu wyznać, że ja również stosuję urynę, lecz jak dotąd wyłącznie zewnętrznie, a to głównie do przemywania różnych oparzeń, zranień. Efekty przechodzą wszelkie oczekiwania. Już w kilkanaście godzin od rozpoczęcia kuracji – drobne rany zabliźniają się, a po kilkunastu dniach zanika po nich wszelki ślad.

Dlaczego tak się dzieje? Jaka jest moc w naszej ury- nie? Szkoda, że nauka nie zajęła się tym tematem. Mnie osobiście przekonuje twierdzenie doktora Armstronga, że z moczem wydalamy również cenne witminy, biopierwiastki, które po ponownym wprowadzeniu do organizmu, działają na niego leczniczo. Z drugiej strony, doktor Chas H. Dun- can z USA, zaliczany w swoim czasie do autorytetów medycznych, tak pisze w swojej książce „Autoterapia”: ,,Istnieją w chorobowych wydzielinach toksyczne substancje, wobec których pacjent musi rozwinąć opór, aby kuracja mogła być prowadzona. Innymi słowy w „autoterapii” pacjent posiada właściwe toksyczne substancje wewnątrz własnego ciała i to pozostawia lekarzom odkrycie i rozstrzygnięcie o właściwych dawkach i przerwach między dozowaniem tych substancji, tak by miejscowe tkanki mogły same rozwinąć odporność”. Prze-kładając te słowa na prostszy język, należy rozumieć, że wy-dalane wraz z uryną toksyczne substancje, zwrócone orga-nizmowi, będą tworzyły antyciała dążące do stanu uzdrowienia, czyli tak jak się dzieje w homeopatii.

Comments are closed.